Imre Kertész nie żyje

Text_2

Imre Kertész, laureat literackiej nagrody Nobla z 2002 r., zmarł w czwartek nad ranem po ciężkiej chorobie w swoim domu w Budapeszcie – poinformował szef wydawnictwa Magvető Kiadó, Krisztian Nyary. Kertesz miał 86 lat. O jego książce „Ostatnia gospoda. Zapiski” pisaliśmy wczoraj, na naszych stronach. 

W ostatnich miesiącach pisarz, już poważnie chory, brał udział w przygotowaniu do druku swej ostatniej książki A Nezoe (Widz), zawierającej jego wpisy z dziennika z lat 1991-2001.

Kertész urodził się 9 listopada 1929 r. w Budapeszcie. W czerwcu 1944 r., w wieku 14 lat, został wywieziony do Auschwitz z powodu żydowskiego pochodzenia. Ostatecznie trafił do obozu w Buchenwaldzie, a po jego wyzwoleniu wrócił na Węgry.

Nawiązująca do jego przeżyć obozowych debiutancka powieść Los utracony ukazała się w 1975 r. Tworzy ona trylogię wraz z utworami Fiasko i Kadysz dla nienarodzonego dziecka.

W Gazecie Wyborczej Krzysztof Varga napisał dzisiaj o zmaganiu się Kertésza z węgierskością: „nie znosi Węgier, nie cierpi Budapesztu, nie lubi nawet swojego nazwiska, no i nienawidzi języka węgierskiego, co u autora, którego przecież ojczyzną jest jego język brzmi dziwnie: „Moim nieszczęściem jest pisanie po węgiersku, szczęściem natomiast to, że moje dzieła tłumaczono na niemiecki”. Bo naprawdę kocha Niemcy, a przynajmniej Berlin. Uważa się za niedocenionego i nielubianego na Węgrzech, gdzie nigdy go nie rozumiano. „Dla mnie Berlin to życie, a Budapeszt – wygnanie”, gdyż czuł się w swoim rodzinnym mieście przez kilkadziesiąt lat jako obcy, niejako zesłany do Budapesztu i dopiero po siedemdziesiątce wreszcie z niego wyzwolony, uratowany i ewakuowany do bezpiecznego Berlina”.

A tak o „Losie utraconym” Kertesza pisał w „Akcencie” Arkadiusz Morawiec: „W roku 1963 Gyula Fekete opublikował powieść Az orvos halála (Śmierć lekarza), pierwszy znaczący utwór literacki podejmujący, nieśmiało jeszcze, temat losu węgierskich Żydów podczas II wojny światowej. Ustawa żydowska z 15 X 1944 roku, rządy nazistowskiej partii strzałokrzyżowców, getta, egzekucje Żydów nad brzegiem Dunaju i ich trupy wrzucane do rzeki, deportacje do hitlerowskich lagrów dokonywane wspólnie przez Niemców i Węgrów – te ciemne strony historii przez długi czas okryte były na Węgrzech milczeniem. Istotna zmiana, naruszenie tabu dokonało się w niemałej mierze za sprawą generacji pisarzy, którzy bezpośrednio, jako młodzi ludzie, uwikłani zostali w koszmar historii. Pośród licznych utworów powstałych w latach 70. dziełem szczególnym okazała się powieść Los utracony (Sorstalanság) Imre Kertésza, przetłumaczona jak dotąd na kilkanaście języków, uznana w świecie za jedno z ważniejszych dokonań w zakresie literatury obozowej. Czytelnik polski ma okazję zapoznać się z nią dopiero teraz, dzięki przekładowi Krystyny Pisarskiej, w przeszło ćwierćwiecze od ukazania się pierwodruku (1975). Autor książki – urodzony w 1929 roku w rodzinie żydowskiej, więzień obozów w Auschwitz i Buchenwaldzie, powieściopisarz, eseista, tłumacz – z żalem konstatuje, że w istocie jednak do dzisiaj w „węgierskiej kulturze duchowej holocaust nie istnieje” (Zerowy punkt kultury. Rozmowa z Imre Kertészem, „Rzeczpospolita”, 2002, nr 81).

Los utracony jest pierwszą częścią „trylogii ludzi bez losu”, którą współtworzą powieści A kudarc (Fiasko, 1988) i Kaddis a megnemszuletett gyermekert (Kadysz dla nienarodzonego dziecka, 1990). W przywoływanym wywiadzie pisarz tak charakteryzuje w skrócie swe trzytomowe dokonanie: Opowiadam tę samą historię – utraconego ludzkiego losu, z różnych perspektyw, za każdym razem – z innej. W „Fiasku” skupiam się na okresie stalinowskim, a punktem wyjścia jest tam list, który autor otrzymuje od wydawnictwa odrzucającego jego powieść. Tą powieścią był „Los utracony” i taki właśnie list w swoim czasie otrzymałem. W „Kadyszu” bohaterem jest pisarz, Żyd, który był w Oświęcimiu. Jego żona bardzo chce mieć dziecko, on – nie. Kiedy próbuje wyjaśnić żonie – dlaczego, powracają obozowe wspomnienia. Perspektywa obozowa jest wprawdzie coraz bardziej odległa, ale nie wpływa to na siłę przeżyć.

W Losie utraconym rzeczywistość koncentracyjna ukazana jest najwyraziściej, stanowi główny przedmiot opisu. Autor w dużej mierze wykorzystuje tu materiał autobiograficzny: bohaterem (zarazem narratorem) utworu jest piętnastoletni żydowski chłopiec, mieszkaniec Budapesztu, więzień Oświęcimia i Buchenwaldu. Książka Kertésza autobiografią jednakże nie jest. To Bildungsroman, specyficzna odmiana powieści, w której chodzi o ukazanie duchowego rozwoju człowieka, od wczesnej młodości aż do zdobycia dojrzałego poglądu na świat, ostatecznego ukształtowania się charakteru. Pod tym względem, jako przejaw literatury obozowej, książka przedstawia się niezwykle interesująco. Zazwyczaj bowiem w tej odmianie pisarstwa mamy do czynienia z dokumentami i fabułami autorstwa ludzi już ukształtowanych, dla których przeżycie obozu lub poznawanie go niebezpośrednio stanowi, owszem, horrendum, raczej jednak – wyższe studia aniżeli szkołę. Dlatego to na tak częste w literaturze lagrowej/łagrowej porównanie obozu do piekła, bohater Losu nie chce się zgodzić, albowiem inferno, jako motyw kulturowy, jest dla niego tematem nie odbytej jeszcze lekcji. Lekcja kultury go ominęła. Autokomentując powieść Kertész wyraża to w sposób dosadny: język kultury i humanistyki nie jest tym językiem, którym Gyurka może wyrazić swoje przeżycia, po czym dodaje: w Oświęcimiu upadła cała europejska kultura. Czas Oświęcimia to zerowy punkt kultury (Zerowy punkt kultury). W omawianej powieści więźniowie Konzentrationslager Buchenwald, położonego niedaleko Weimaru, pielęgnują rosnące w obozie drzewo, które własnoręcznie zasadzić miał niegdyś Goethe. Tak oto kulturowe dziedzictwo w sposób (nie tylko) symboliczny sprowadzone zostało do wymiaru lagru, „zadrutowane””.

Fot. Csaba Segesvári camera-man at Délmagyarország lapcom Kft/wikimedia

Powiązane wpisy

Udostępnij