Szcze ne wmerła

Text_2

W pierwszą rocznicę Majdanu  ukazał się wywiad – rzeka Pawła Smoleńskiego z Jurijem Andruchowyczem,”Szcze ne wmerła i nie umrze”. Książkę wydało Czarne.

To z jednej strony”gorąca” opowieść  pisarza o jego życiu w „cieniu Majdanu”, z drugiej przenikliwa analiza tego co stało sie na Ukrainie i  ze świadomością narodową Ukraińców w okresie pomiędzy Pomarańczową Rewolucją a „krwawym Majdanem”. Jest to gorzka i bezkompromisowa analiza przyczyn upadku Pomarańczowej Rewolucji i utraconej szansie na budowę demokratycznej Ukrainy, porażającej apatii  lat poprzedzających ostatnie protesty. Opowieść porywająca i wiele nam Polakom wyjaśniająca. Andruchowycz opowiada Smoleńskiemu między innymi o wspólnocie, którą stworzył Majdan:

Na Majdanie wytworzyła się prawdziwa wspólnota wzajemnej odpowiedzialności i braterstwa. Obrońców rozdzierały ekstremalne uczucia. Z jednej strony nienawidzili i chcieli tej nienawiści dać upust, mogli zachowywać się jak dzicy. A z drugiej byli zdolni do czynów nadzwyczajnych, altruistycznych, wspaniałych, heroicznych, bo tak po prostu trzeba, takich zachowań wymagała od nich ta szczególna chwila.

Nie pamiętam, by tam ktokolwiek mówił o sobie, a jeśli już , to w tonie straceńczym, pełnym determinacji: „OK, jestem gotów na wszystko, nie uda się, kula w łeb”. Powiedział tak ze sceny Arsenij Jaceniuk; teraz ludzie niekiedy z tego żartują – „co słychać u >kuli w łeb<?” – ale wówczas nikomu nie było do śmiechu. To nie były puste deklaracje. Ludzie naprawdę byli gotowi na śmierć, bo po prostu przelało się: albo my, albo oni, na trzecie rozwiązanie w Kijowie nie było miejsca.

Ale w tym samym momencie troszczyli się o tych stojących obok. Czy czego im nie brakuje, czy są bezpieczni, może trzeba podtrzymać, wesprzeć, pomóc. I to znów nie był żaden spektakl, ale autentyczna potrzeba zadbania o kogoś, kto, być może, tej opieki potrzebuje. Chłopaki leźli pod kule, by wyciągać ciała i rannych ze świadomością, że jeśli ich trafią, to też ktoś po nich pójdzie. Po ludzku bali się, ale nie byli tchórzami. Na Majdanie słowo „bliźni” nabrało prawdziwego znaczenia. Nie wiem, dlaczego tak się dzieje z reguły tylko wtedy, gdy wokół jest strasznie. I nie wiem, jak będziemy to kiedyś opisywać, żeby nie popaść w patos.

Pisarz opowiada  także o swoich obawach przed ośmieszeniem legendy Majdanu.

 (…)  boję się, że w Kijowie właśnie ośmieszają Majdan. Mamy czerwiec 2014 roku, a na Placu Niepodległości stoi jeszcze całkiem sporo namiotów, mieszkają tam ludzie, mają się za bohaterów Majdanu, chętnie opowiadają o tym, co tu było i tylko nie dopuszczają do siebie myśli, że powoli stają się żałośnie śmieszni. Gorzała, po gorzale przechwałki i zaczepki, od czasu do czasu chuliganeria. Między nimi pojawiają się regularni wariaci, którym Putin i Janukowycz mieszają się z atakiem kosmitów. Prawdziwi obrońcy Majdanu, członkowie tych wszystkich obywatelskich sotni, są dzisiaj na wschodzie Ukrainy, bronią nas przed Rosją.

Mam pretensje do dzisiejszych władz, że tej karykatury Majdanu nie likwiduje, bo w ten sposób można wszystko rozmienić na drobne. Ale rozumiem, że akurat ta władza nie może jej zlikwidować (w sierpniu władze Kijowa postanowiły zlikwidować Majdan. Doszło do bójek – przyp. aut).

Paweł Smoleński, Szcze ne wmerła i nie umrze. Rozmowa z Jurijem Andruchowyczem, Czarne 2014

Powiązane wpisy

Udostępnij